Menu Zamknij

Rysy, czyli Krupówki na szczycie

Pojawia się pytanie, czy każdy jest w stanie wyjść na szczyt Rysy? Okazuje się, że tak.

Na tatrzańską królową gór możemy wyjść z dwóch stron. Polskiej i słowackiej.

Polska strona jest wymagająca i nie polecam kanapowcom pchać się za wszelką cenę na szczyt.

Dla niedzielnych sportowców bardziej przyjaznym szlakiem może okazać się ten, zaczynający się od jeziora Szczyrbskiego na Słowacji.

Przy okazji przypominam o nawodnieniu organizmu podczas wspinaczki i spakowaniu wartościowych przekąsek.

W tym wpisie zajmę się jednak szlakiem z polskiej strony, który zaczyna się od parkingu w Palenicy Białczańskiej.

Najlepiej być na miejscu już przed 7 rano, kiedy można jeszcze złapać wolne miejsce na parkingu. Jeśli się spóźnisz, to spokojnie znajdzie się i dla Ciebie miejsce, ale z każdym następnym autem jesteśmy zmuszeni parkować coraz dalej szlaku wzdłuż drogi.

Pewnie już myślisz, że w sumie to fajnie, bo zaoszczędzisz, nie płacąc za parking. O nie, zapłacisz tak czy tak i to tyle samo, ale dalej od szlaku. Koszt 30 zł za dzień.

Ps. Wracając ze wspinaczki, zauważyliśmy, że samochody były zaparkowane nawet za Polaną-Głodówką (około 6 km od początku szlaku), przy drodze utrudniając ruch, z czym dzielnie walczyła policja, sukcesywnie wypisując mandaty i wkładając między wycieraczki prezenty dla kierowców.

Wracając do sedna, zabawa zaczyna się, kupując wstęp do tatrzańskiego parku narodowego. Koszt 5 złotych, ulgowy bilet 2,5 PLN. Bezpłatny wstęp mają dzieci do lat 7 i posiadacze karty dużej rodziny.

Do Morskiego Oka idziemy około 2 godziny. W 95% idziemy po asfalcie. Na krótkim odcinku, można zboczyć z głównej trasy, wychodząc na skrót po dużych kamieni. Zabierzcie ze sobą wygodne obuwie, a buty trekkingowe zostawcie na później. Stopy podziękują.

Pierwszy kilometr trasy nie robi żadnego wrażenia, wręcz TPN wygląda na wyjątkowo zaniedbany przez połamane i wyschnięte drzewa. Wiadomo, to przecież park narodowy więc nie powinno się ingerować w naturę. No ale, myślę, że natura nie byłaby zła. Trasa jest dość monotonna bez większego wzniesienia (od Palenicy do Morskiego Oka – 405 m). Pierwszą atrakcją, jaką spotykamy po drodze (30 minut), są Wodogrzmoty Mickiewicza.

Są to wodospady utworzone z 3 większych kaskad. Nazwa wodogrzmoty wzięła się od huku, jaki powoduje spadająca woda.

Czemu akurat Mickiewicza? Nazwę taką nadało Polskie Towarzystwo Tatrzańskie w 1891 na pamiątkę sprowadzenia prochów poety na Wawel. Sam Mickiewicz nie był związany w żaden sposób z górami i podobno nawet w tych regionach nie był. Super co nie?

W tym miejscu możecie, zbić z trasy do Morskiego Oka i kierować się do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów.

Po półtorej godziny docieramy do schroniska PTTK i oczywiście do największej atrakcji na tej wysokości, czyli do Morskiego Oka.

Piękny widok, już na wstępie dodam, że Morskie oko zostało uznane przez The Wall Street Journal za jedno z pięciu najpiękniejszych jezior na świecie.

Woda ma kolor turkusowy (dla tych którzy znają tylko podstawową gamę kolorów, jest to zielony odcień), a jej przezroczystość sięga nawet 14 metrów! Widać wszystko, co dzieje się w jeziorze.

Nie wiadomo dokładnie jak powstała nazwa „Morskie Oko”. Możliwe, że nazwę nadali niemieccy osadnicy, opisując tak tatrzańskie jeziora. Inna hipoteza głosi, że pochodzi ona od legendy mówiącej o podziemnym połączeniu jeziora z morzem, ale nie naszym polskim Bałtykiem, ale Adriatykiem! Naprawdę nie wiem która hipoteza może być prawdziwa obie są tak nierealistyczne 🙂

Wchodząc do schroniska PTTK, widzimy dumną tablicę pamiątkową na cześć wizyty w schronisku Edmunda Hillarego, który wraz z Nepalczykiem, szerpą Tenzingiem Norgayem zdobyli w 29 maja 1953 r. jako pierwsi najwyższą górę świata Mount Everest.

W schronisku oczywiście możemy zregenerować siły, a jeśli jest potrzeba nawet przenocować.

My siadamy na chwilę, jemy, łyk kawy i idziemy dalej. Schodzimy po schodach na dół, na plażę Morskiego Oka i kierujemy się w lewo na Czarny Staw, na który naprawdę warto wyjść. Przecież jesteście już tak blisko 🙂

Obchodząc Czarny Staw wzdłuż brzegu, zaczyna się prawdziwa zabawa.

Po około 45 minutach zadyszki docieramy do wielkiego głazu, który jest idealny do cyknięcia paru fotek.

Piękne widoki, ale trzeba iść dalej!

Na Bulę pod Rysami, docieramy w około 1,5 godziny od Czarnego Stawu. Od parkingu do tego momentu szlak jest dość stromy, ale bardzo dobrze przygotowany.

Idąc dalej, docieramy do pierwszych łańcuchów, które będą nam pomagać we wspinaczce już do samego szczytu.

Od tego momentu szlak zaczyna być bardziej wymagający. Zaczyna też być bardziej tłoczno, trzeba czekać na swoją kolejkę do przejścia kolejnych paru metrów.

Trochę śniegu

Wychodząc na szczyt, miałem wrażenie, jakbym był w niedziele po południu na Krupówkach.

Na szczycie mamy czas na chwilę oddechu, podziwianie widoków, które od strony Polskiej są naprawdę piękne.

Schodząc, pamiętajcie, żeby nigdzie się nie spieszyć. W pośpiechu można się poślizgnąć, co przy tak stromym zejściu jest naprawdę niebezpieczne.

Dajcie znać, jak wam wychodziło się na Rysy, a może dopiero się na nie wybieracie?

Jak dla nas był to nie lada wyczyn, zważając na to, że była to pierwsza tak wysoka góra, którą zdobyliśmy. Myślę, że jesteśmy gotowi na kolejne wyzwania. A wy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.