Menu Zamknij

Autostop — relacja z podróży cz. 1

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad rzuceniem wszystkiego i wyjechania gdziekolwiek?

Ja tak!

Po dwóch latach pracy w Anglii postanowiłem wrócić z emigracji. Na temat Anglii i powrotu opowiem w innym wpisie.

Jeszcze przed wyjazdem znajoma z pracy zapytała — co będziesz robił po powrocie do Polski? Zawsze chciałem jechać na wyprawę po Europie, a później zobaczymy – odpowiedziałem. I tak właśnie po całej firmie rozeszło się, że rezygnuję z pracy, bo chce zacząć podróżować po Europie.

Po powrocie miałem parę dni wolnego, więc zacząłem szukać inspiracji w Internecie, i odkryłem kanał na youtube „Przez Świat na Fazie”  (gorąco polecam). Na kanale Dawid wrzuca filmiki ze swoich podróży autostopem. Po oglądnięciu kilku odcinków stwierdziłem, jadę! Chce jechać autostopem. Dzielę się tą informacją ze znajomymi i rodziną. Słyszę jedno – oszalałeś. Chwila zawahania, może jednak mają racje? Nie, ale już wiem, że pojadę sam. Zacząłem szukać rzeczy, które są wręcz niezbędne przy wycieczce stopem. Wszystko kupiłem tego samego dnia. Ustaliłem cel – Nicea (Francja). Czekam na przesyłki jeszcze parę dni, pakuję się.

Tak zaczyna się moja przygoda

Wstaję o 5 rano, zabieram plecak, kawałek kartonu i idę na najbliższą stację. O dziwo zabiera mnie znajomy, śmiejąc się, że przecież przyjechałem z Anglii, powinienem mieć na autobus 😊.

W ten sam dzień zwiedzam Katowice z nowo poznaną parą i dojeżdżam do Berlina. Śpię na dziko (pierwszy raz w życiu) w parku Tiergarten. Na następny dzień zwiedzam miasto. Wyobrażałem sobie miasto całkowicie inaczej. Jest czyste, schludne, robi wrażenie.

Wydostanie się, z Berlina zajęło mi 3 godziny. Następny przystanek Liege (Belgia). Temperatura nocą spadła do 5 stopni. Mój tani śpiwór kupiony zaraz przed wyjazdem ewidentnie nie daje rady. Już wiedziałem, że nie ma sensu zostawać w Belgii na dłużej, chcę dostać się jak najszybciej do Francji. Na przystanku spotykam starsze małżeństwo. Jeżdżą po Europie jako kierowcy tira razem ze swoim psem Chihuahua. Pytają się, czy chcę z nimi jechać, jadą do San Sebastian (Hiszpania). Chwila zawahania, przecież chciałem jechać do Nicei nie dalej. Z drugiej strony taka okazja się nie powtórzy. Jadę!

Podczas kilkodniowej podróży pytają się, czy byłem kiedyś w Paryżu i czy chce się zatrzymać tam na parę godzin? Pewnie, że chcę. Dojeżdżamy do 13 dzielnicy Paryża. Pierwsze co przychodzi mi na myśl – rozczarowanie. Jest brudno, pełno śmieci, ubrań, namiotów porozstawianych bądź gdzie. Pełno uchodźców. Czy to na pewno Paryż? – myślę. Przedmieścia, ale jednak. Na początku pomyślałem – zostanę tu na dłużej, jednak chcąc spać na dziko, byłoby to dość niebezpieczne. Z niesmakiem opuszczam miasto miłości.

Następny przystanek San Sebastian

Żegnam się z nowo poznanym małżeństwem i ich psem. Symboliczne selfie, wymiana adresów. Zapraszają następnym razem do siebie. Jest noc, rozkładam namiot, idę spać.

Rano widząc wschód słońca, żałuje, że jestem sam. Nie mam się z kim podzielić tak pięknym widokiem. Zwiedzam je parę godzin, po czym zaczynam szukać stopa. Znajduję dobrą lokalizację, dość zatłoczona stacja paliw, stawiam obok karton z napisem Barcelona. Przypominam sobie koncert Agnieszki Chylińskiej na Czad Festiwal, zakładam słuchawki, włączam ulubiony kawałek.

Po niecałej minucie zatrzymuje się samochód. Otwiera się okno kierowcy i słyszę — Jedziemy do Saragossa. Jedziesz z nami? Sprawdzam w telefonie mapę, dobry kierunek. Pewnie — odpowiadam. Małżeństwo z synem. Przez całą drogę rozmawiamy, oni po hiszpańsku, ja po angielsku. Dobrze, że ich syn tłumaczył. Na miejscu stwierdzam, że chce jechać od razu do Barcelony, ale jest już późno. Na następny dzień, wstaje o 5 rano. Szybko łapię stopa i jeszcze przed południem jestem w Barcelonie. Zostawiam plecak w depozycie na stacji. Spaceruję po centrum. Piękna ulica pełna handlarzy — la rambla słyszałem, że jest tu dużo kieszonkowców. Co krok policjant z widocznym karabinem, a to wszystko przez niedawny zamach gdzie zginęło 16 osób. Docieram do wybrzeża, czuję się jak na Miami Beach, chociaż nigdy tam nie byłem. Poznaję stopowicza z Ukrainy. Przychodzi wieczór, a ja nie wiem gdzie, będę dzisiaj spał. Włączam Google Maps – lokalizuje park del Guinardo, który jest relatywnie blisko. Widać stamtąd całą panoramę Barcelony.

Na wzgórzu szukam swojego miejsca, rozkładam namiot. Słuchając dźwięków miasta, idę spać.

Pierwsza niespodzianka na trasie

Rano budzi mnie silny deszcz i przeciekający namiot. Wszystko mokre. Śpiwór, plecak. Czas się zbierać, pakuje wszystko. Pora wracać wybrzeżem w stronę domu. Zwiedzam miasta takie jak Badalona, Mataro. W Blanes podwozi mnie nauczyciel muzyki, który kiedyś był w Polsce, zaprasza mnie do swojego rodzinnego domu na obiad. Na miejscu wita mnie jego siostra i mama, mieszkają na pięknym wzgórzu gdzie widać całe wybrzeże.

Makaron z sosem polewają dużą porcją oliwy, robiąc z dania zupę. Nauczyciel śmieje się, widząc moje zdziwienie, mówiąc „też byłem zdziwiony w Polsce waszą dietą”. Kolejny przystanek Lloret de Mar. Miasto, które żyje dopiero po zmroku, docieram tam późnym popołudniem. Zwiedzam miasto, idę na plaże, zostawiam rzeczy jak najbliżej wody, muszę mieć wszystko na oku. Idę popływać. Wychodząc, orientuję się, że jest już 22, a ja nie wiem gdzie, dzisiaj będę spał. Nie ma w pobliżu żadnego dobrego miejsca na rozbicie namiotu. Przypominam sobie, że w jednym z odcinków kanału „Przez świat na fazie” Dawid idzie do pobliskiego kościoła, pytając o nocleg.

Nocowanie w kościele

W samym centrum znajduje kościół Sant Roma de Llorent de Mar, na szczęście brama była jeszcze otwarta, dzwonię dzwonkiem. Otwiera ksiądz, nie możemy się dogadać, z pomocą przychodzi gestykulacja i mowa ciała. Super, ksiądz ma miejsce na świetlicy, ale o 5 muszę już być gotowy do wyjścia, o 5 30 zaczynają lekcje z dziećmi. W nocy nie mogę spać przez głośne miasto i komary, które były wszędzie. Odsłaniając tylko 2 cm kostki, zostałem ukąszony 5 razy.

Chociaż miałem gdzie spać 🙂

Rano stwierdzam, że chcę jechać do Girony. Jest przepięknie, stare miasto robi na mnie ogromne wrażenie. Wszędzie wąskie uliczki tętniące życiem, na każdym rogu kawiarnia z najlepszymi croissantami pod słońcem.

Ciąg dalszy nastąpi…

1 Komentarz

  1. nowakor

    Marcin z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, zarąbiście piszesz, masz talent piszesz jak byś pisał bloga od zawsze, normalnie książki możesz pisać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.